:o): Pewnego dnia zapragneliśmy miec psa… podeszlismy do sprawy całkiem serio i całkiem powaznie, piesek to dla nas członek rodziny, istota przy której my mamy sie czuc bezpiecznie i której my dajemy poczucie bezpieczeństwa… Trochę czasu upłyneło zanim znaleźliśmy hodowle owczorków niemieckich długowłosych – taki miał byc ten nasz wymarzony przyjaciel:) Hodowla na stronie internetowej prezentowała się wysmienicie – piękne psy – zadbane – po dobrych rodzicach. Zadzwoniliśmy, oczywiście Pan bardzo miła – dogadaliśmy się, chociaz za pieska nie chciała mało. Miała wysyłac zdjęcia malucha co tydzień, niestety wysyłała co trzy tygodnie po ogromnych prośbach, tym się zaczeło:( Ale to szczegół najmniej istotny…. Nadszedł dzień zakupu psa… wszyscy mega szczesliwi – mamy swoją psinę – hodowca zapewniał, że jest zdrowy, że wszystko jest ok, bez wad genetycznych itd. Razem z zachipowanym pieskiem dostaliśmy rodowód, podpisaliśmy umowe, w której włascicielka potwierdzila pisemnie to wszystko o czym nas zapewniała. Po dwóch tygodniach okazało się ze piesek ma przepuklinę, która nie zamyka się sama, miał 2 miesiące kiedy musiał przejśc pierwsza operację. Nie dzwoniliśmy do hodowcy bo wyszliśmy z załozenia, ze no cóz bywa, to nic takiego. Po miesiącu okazało się że pies ma uczulenie na drób ( co jest czeste u owczarków), po następnych paru dniach lekarz dopatrzył się wadliwego chodu u naszego pieska. Zrobiliśmy zdjęcie rtg, okazało się, że tylne stawy biodrowe są zmienione chorobowo:( Patologiczne ukształtowanie panewek wskazywało na rokowania w kierunku dysplazji. Przeraziliśmy się. Zdjęcie rtg zostało skonsultowane z lekarzem radiologiem, bardzo znanym w naszym kraju, nazwiska z szacunku dla doktora nie bedziemy przytaczać. Pies musiał przejśc zabieg podcięcięcia mięśni aby panewki wskoczyły na własciwe miejsce. I wtedy zdecydowaliśmy się na napisanie do Pani Agaty – hodowcy od którego kupiliśmy naszego pieska – Pani Agata była bardzo nieprzyjemna, wręcz próbowała nam wmówic że nie mamy racji, ze nasz lekarz jak i lekarz z wrocławia nie znają się na rzeczy. Przy diagnozie rokującej dysplazję zaczeliśmy szukac informacji na temat tej genetycznej choroby. Doszliśmy w pewnym momencie do tego, ze nie powinno się krzyzowac psów spokrewnionych ze sobą, jak w przypadku naszego pieska. Pani A. pytana dlaczego dopuszcza pieski po tych samych rodzicach i dziadkach odpowiadała lakonicznie że to się stosuje i nic złego wtym nie widzi. Z tego co się zorientowaliśmy to własnie takie psy są bardziej podatne na obciążenia genetyczne. Kolejna sprawa – w międzyczasie pies zaczął kulec na przednią lewa łapę – ma źle ukształtowaną kośc w nadgarstku – kolejne zdjęcia – znieczulenia itd. Kolejne rozmowy z Panią A., które nie przyniosły a bynajmniej nie wniosły do sprawy totalnie nic. Po ok 3 tyg od zabiegu stan psa się pogarszał, na prawej łapie wogóle nie stawał – oderwany kawałek kości w stawie biodrowym przednim:( najpierw blokada, potem rtg – uśpienie – uśpienie – zabieg. Pies ma w tej chwili 6 miesięcy a przeszedł już zbyt wiele..Mam pytanie piesek z hodowli arkadia kosztował mnie 2500 zł 1000zł zabiegi ale przede wszystkim pies który cierpi co robić jak dochodzić swoich praw pomocy!!!!!!!!!!!!