batalii ciąg dalszy
Biorąc pod uwagę, ze nie mam czasu na rozpisywanie się o zaistniałej historii podsumuję moje dotychczasowe zmagania w telegraficznym skrócie:
- zakup pieska z rodowodem w hodowli xxx – wiek pieska przy zakupie ~4 miesiące
- częste wizyty u lekarzy z powodu takiego a nie innego stanu zdrowia psiaka + informacja o kilku niedociągnięciach (np. wnętrostwo, brak zębów stałych…)
- chęć polubownego załatwienia sprawy z hodowcą – nieudana w powodu złej woli hodowcy ( chyba, że ktoś przyjmuje jako rozwiązanie zwrot pupila po kilku miesiącach…)
- wszczęcie postępowania na drodze sądowej z tytułu niezgodności towaru z umową
….
Od tego czasu sprawa ciągnie się już 2 lata, wizyt w mieście, w którym odbywają się rozprawy mieliśmy już kilkanaście (cirka 80km w jedną stronę).
Batalia sądowa przyjmuje już, przynajmniej jak dla mnie, znamiona groteski: sędzina z bardzo poważną miną potrafi zadać pytanie np. skąd Pan/Pani wie, że pies ma tylko jedno jądro …
Obecnie jesteśmy na etapie 3 (słownie trzeciej) opinii biegłego sądowego z zakresu weterynarii – tak przy okazji, ciekawe jak to się skończy z tymi biegłymi – stwierdzą że jest to jedno jajo, czy jedno jajo …
no i kto wtedy będzie miał rację ?!
Sprawa jak dotychczas kosztowała kilkaset złotych: licząc jedynie dojazdy, koszt biegłego (tej pierwszej opinii – bodajże 600 zł – za kolejne na szczęście płaci pozwana) oraz czas, urlopy itd itp – bez kosztów prawnika…
Jak na razie jest lipiec, więc są wysoki ma przerwę wakacyjną i cokolwiek ma się dalej wydarzyć odbędzie się dopiero we wrześniu … albo i później – w końcu nikomu się nie spieszy …
Zapraszam do komentowania i oraz dzielenia się swoimi przeżyciami i przemyśleniami w tej materii. Może już ktoś z Was ma podobne przejścia za sobą?
Pozdrawiam,
Szymon