weterynarzy część druga
część pierwsza zakończyła się przyjazdem do instytutu o roboczej nazwie: “klinika małego zwierzaka” zwaną dalej po prostu Kliniką. Klinika owa prowadzona jest przez dość znanego i poważanego weterynarza (działacza związku kynologicznego itede itepe).
Wizyta wymuszona była stanem szczenięcia, gdyż uporczywy kaszel nie przechodził…
Oględziny weterynaryjne stwierdziły dalszy stan zapalny u psa oraz kilka nowych “kwiatków”:
psu brakowało w mordce kilku zębów – mleczaki zaczęły już wypadać a stałych zębów ni widu ni słychu – przynajmniej w części. Najbardziej jednakże szokującą (no tutaj trochę dramatyzuję
bo widać było gołym okiem już od dawna) wiadomością był brak jądra – znaczy się gwoli uściślenia wnętrostwo – jedno jądro nie zeszło. (więcej info tutaj).
Na wizycie piesek dostał zastrzyk (kolejny – tym razem antybiotyk o przedłużonym działaniu), zostały usunięte zbędne mleczaki (przeszkadzające już tym ząbkom stałym, które miały ochotę wyrosnąć).
Jakże wielkie było zdziwienie, gdy powiedzieliśmy że ten pies ma metryczkę …
Listopad 17th, 2009 : 00:18
a wieć hodowca, który sprzedał szczeniaka z wnetrostwem zrobił to w pełni swiadomie, ponieważ taki defekt widac już od samego początku. Hodowca powinien poczekać czy jadro sie wysunie, jesli nie to sprzedaje psa za niewielką sumę, bo niestety, ale ten szczeniak reproduktorem nigdy nie będzie, poniewaz wnetrostwo to jest wada dyskwalifikujaca psa do konca zycia.
Lipiec 7th, 2010 : 00:29
Jeśli szczenię jest odbierane w wieku 7-8 tygodni, obydwa jądra powinny być wyczuwalne. W praktyce dość często w tym wieku 1 jąderko znajduje się w mosznie, a 2-gie raz jest, raz go nie ma (ale można je wyczuć w jej okolicy). I w większości przypadków to drugie jądro schodzi samo bez niczyjej pomocy. Jeśli boimy się zakupu wnętra, niestety powinniśmy brać starsze szczeniaki w wieku co najmniej 12 tyg.
Lipiec 13th, 2010 : 22:04
Piesek w chwili zakupu miał 4 miesiące…
Sierpień 25th, 2010 : 11:42
Miałąm bardzo podobną sytuację 4 lata temu. Kupiłam od hodowczyni z ZK 6-miesięczną, rodowodową yoreczkę z podwójnym rzędem zębow (mleczne i stałe, fetor z japy szczeniaka nie do wytrzymania), brudną, śmierdzącą, skołtunioną ( chyba nigdy szamowna hodowczyni i WIELKA miłośniczka, oraz ZNAWCZYNI yorków nie uczesała tego szczeniaka), zdziczałą – niesocjalizowaną (do szustego miesiąca szczeniaki nie wychodziły na dwór, siedziały w mieszkanu na trzecim piętrze – tam była hodowla) i dziwnie kaszlącą po kilkanaście razy dziennie, przy każdym zamachaniu ogonkiem, czy okazaniem większej radości. Jak się później okazało suczka miała mocno zapadniętą tchawicę, a hodowczyni zapewne wiedziała w dniu sprzedaży o tej wadzie genetycznej. Oczywiście hodowczyni sprzedała tego szczeniaka jako zdrowego i wystawowego za 2500 zł.
Najgorsze jednak było zachowanie pani weterynarynarz do której udałam się na drugi dzień po zakupie szczeniaka. Niepokoił mnie ten dziwny kaszel więc zawiozłam suczkę do weta. Pani weterynarz z wieloletnim doświadczeniem w swoim zawodzie, gdy tylko usłyszala od kogo kupiłam tego yorka wypchnęła mnie z gabinetu z okrzykiem “ONA JEST ZDROWA!!!!!!!! DO DOMUUUUUU!!!!!!!!!!!!!!” Jak się później dowiedziałam hodowczyni oszustka i pani weterynarz to były dobre znajome.
Cała ta sytuacja miała miejsce w Płocku woj. mazowieckie. Duża, znana lecznica weterynaryjna i pracująca tam od wielu lat pani weterynarz ukrywająca nieuczciwość hodowczyni.